J. W. Stalin – Socjaldemokratyczna Partia Rosji i jej najbliższe zadania

Myśl ludzka musiała doznać wielu ciężkich doświadczeń, cierpień i przeobrażeń, zanim doszła do naukowo opracowanego i uzasadnionego socjalizmu. Socjaliści zachodnio-europejscy bardzo długo musieli błądzić po omacku po pustyni utopijnego (nieziszczalnego, niemożliwego do urzeczywistnienia) socjalizmu, zanim utorowali sobie drogę, zanim zbadali i uzasadnili prawa rządzące życiem społecznym, a na ich podstawie — niezbędność socjalizmu dla ludzkości. Od początku ubiegłego stulecia Europa wydała wielu odważnych, ofiarnych, rzetelnych pracowników nauki, którzy usiłowali wyjaśnić i rozwiązać zagadnienie: co może wybawić ludzkość od choroby, która w miarę rozwoju handlu i przemysłu wzmaga się i zaostrza coraz bardziej. Wiele burz, wiele krwawych nawałnic przewaliło się nad Europą zachodnią w imię zniesienia ucisku większości przez mniejszość, ale niedola nie została usunięta, rany są wciąż równie bolesne, męki — z każdym dniem coraz bardziej nieznośne. Za jedną z głównych przyczyn tego zjawiska uważać należy to, że socjalizm utopijny nie wyjaśniał praw rządzących życiem społecznym, lecz bujał w obłokach, rwał się wzwyż, gdy tymczasem konieczna była trwała więź z rzeczywistością. Utopiści stawiali sobie urzeczywistnienie socjalizmu jako najbliższy cel wtedy, kiedy w życiu nie było żadnych podstaw do urzeczywistnienia go, przy czym — co dało skutki jeszcze bardziej opłakane — spodziewali się urzeczywistnienia socjalizmu po możnych świata tego, którzy, ich zdaniem, z łatwością mogli się przekonać o słuszności ideału socjalistycznego (Robert Owen, Louis Blanc, Fourier i in. ). Pogląd ten spychał całkowicie w cień realny ruch robotniczy i masę robotniczą, która jest jedyną naturalną nosicielką ideału socjalistycznego. Utopiści nie mogli tego zrozumieć. Chcieli stworzyć szczęście na ziemi za pomocą ustawodawstwa, deklaracji, bez pomocy samego ludu (robotników). Na ruch robotniczy natomiast nie zwracali szczególnej uwagi, często nawet negowali jego znaczenie. Wskutek tego teorie ich pozostawały jedynie teoriami, nie docierały do mas robotniczych, wśród których zupełnie niezależnie od tych teorii dojrzewała wielka myśl, obwieszczona w połowie ubiegłego wieku ustami genialnego Karola Marksa:

Wyzwolenie klasy robotniczej może być dziełem tylko samej klasy robotniczej… Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

Dzięki tym słowom stała się jasna ta, dziś nawet dla „ślepych” oczywista, prawda, że do spełnienia ideału socjalistycznego niezbędna jest działalność samych robotników i ich zjednoczenie się w zorganizowaną siłę niezależnie od narodowości i kraju. Uzasadnienie tej prawdy — z którego to zadania tak wspaniale wywiązali się Marks i jego przyjaciel Engels — było niezbędne do założenia trwałego fundamentu potężnej partii socjaldemokratycznej, która niby nieubłagane fatum wisi dzisiaj nad europejskim ustrojem burżuazyjnym, grożąc mu zagładą i zbudowaniem na jego gruzach ustroju socjalistycznego.
Rozwój idei socjalizmu w Rosji szedł niemal tą samą drogą co w Europie zachodniej. Także w Rosji socjaliści musieli długo błądzić po omacku, zanim doszli do świadomości socjaldemokratycznej — socjalizmu naukowego. Tu również byli socjaliści, był też ruch robotniczy, kroczono jednak oddzielnie, każdy dla siebie: socjaliści — ku utopijnemu marzeniu („Ziemia i Wola”, „Narodnaja Wola”), ruch robotniczy — ku żywiołowym buntom. Jedni i drudzy działali w tych samych latach (lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte) nie znając się wzajemnie. Socjaliści nie mieli oparcia wśród ludności pracującej, wskutek czego działania ich były oderwane, pozbawione gruntu. Robotnicy zaś nie mieli przywódców, organizatorów, wskutek czego ruch ich wyładowywał się w bezładnych buntach. Oto główna przyczyna tego, że bohaterska walka socjalistów o socjalizm pozostała bezowocna, a ich legendarne męstwo rozbiło się o twarde mury samowładztwa. Rosyjscy socjaliści zbliżyli się do mas robotniczych dopiero z początkiem lat dziewięćdziesiątych. Przekonali się, że ratunek jest tylko w klasie robotniczej i że tylko ta klasa urzeczywistni ideał socjalistyczny. Socjaldemokracja rosyjska koncentrowała teraz wszystkie swe wysiłki i całą uwagę na ruchu, który istniał wówczas wśród robotników rosyjskich. Robotnik rosyjski, nie dość uświadomiony i nie przygotowany do walki, usiłował wydobyć się stopniowo ze swego beznadziejnego położenia i poprawić w jakiś sposób swą dolę. Oczywiście brak było wówczas w ruchu skoordynowanej pracy organizacyjnej, ruch był żywiołowy.
I oto socjaldemokracja zajęła się tym nieświadomym, żywiołowym i niezorganizowanym ruchem. Starała się rozwinąć świadomość robotników, starała się zjednoczyć rozdrobnione i rozproszone wystąpienia poszczególnych grup robotników przeciw poszczególnym przedsiębiorcom, powiązać je w ogólną walkę klasową, aby stała się walką rosyjskiej klasy robotniczej przeciwko klasie ciemięzców Rosji — starając się nadać tej walce charakter zorganizowany.
Początkowo socjaldemokracja nie mogła szerzej rozwinąć swej działalności wśród mas robotniczych, wobec czego poprzestawała na pracy w kółkach propagandowych i agitacyjnych. Jedyną formą jej działalności była wówczas praca w kółkach. Celem tych kółek było stworzenie wśród samych robotników takiej grupy, która w przyszłości kierowałaby ruchem. Dlatego w skład tych kółek wchodzili tylko przodujący robotnicy — tylko wybrani robotnicy mieli możność kształcenia się w nich.
Okres kółek przeminął jednak rychło. Socjaldemokracja odczuła niebawem potrzebę wyjścia z ich ciasnych ram i ogarnięcia swoim wpływem szerokich mas robotniczych. Sprzyjały temu również warunki zewnętrzne. W owym czasie żywiołowy ruch wśród robotników wzmógł się szczególnie. Któż z nas nie pamięta owego roku. kiedy to cały nieomal Tyflis ogarnięty był tym żywiołowym ruchem? Niezorganizowane strajki w fabrykach wyrobów tytoniowych i w warsztatach kolejowych wybuchały jeden po drugim. U nas działo się to w latach 1897—1898, w Rosji — nieco wcześniej. Ruchowi temu należało w porę przyjść z pomocą — i socjaldemokracja pośpieszyła mu z pomocą. Zaczęła się walka o skrócenie dnia roboczego, o zniesienie kar pieniężnych, o podwyżkę płacy roboczej itd. Socjaldemokracja zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że rozwój ruchu robotniczego nie ogranicza się do tych drobnych żądań, że nie one są celem ruchu, że jest to jedynie środek do osiągnięcia celu. To nic, że żądania te są drobne, że robotnicy poszczególnych miast i okręgów walczą dziś w rozproszeniu — ta walka sama przekona robotników, że pełne zwycięstwo osiągnięte zostanie dopiero wtedy, gdy cała klasa robotnicza ruszy do szturmu na wroga jako jednolita, zwarta, zorganizowana siła. Ta sama walka pouczy robotników, że oprócz swego bezpośredniego wroga — kapitalisty — mają innego, jeszcze zacieklejszego wroga — zorganizowaną siłę całej klasy burżuazyjnej, współczesne państwo kapitalistyczne z jego wojskiem, sądem, policją, więzieniami, żandarmerią. Jeżeli nawet w Europie zachodniej władza burżuazyjną staje w poprzek każdej, chociażby najskromniejszej, przedsiębranej przez robotnika próbie poprawy jego bytu, jeżeli w Europie zachodniej, gdzie prawa człowieka są już zdobyte, robotnik musi toczyć bezpośrednią walkę z władzą — to tym bardziej robotnik Rosji w ruchu swym zderzyć się musi z władzą absolutną, która jest zaciekłym wrogiem wszelkiego ruchu robotniczego nie tylko dlatego, że broni kapitalistów, ale i dlatego, że jako władza absolutna nie może pogodzić się z samodzielną działalnością klas społecznych, a zwłaszcza z samodzielną działalnością takiej klasy jak klasa robotnicza — bardziej niż inne uciśniona i upośledzona. Tak pojmowała socjaldemokracja Rosji rozwój ruchu, toteż skoncentrowała wszystkie swe wysiłki na rozpowszechnieniu tych idei wśród robotników. W tym tkwiła jej moc i to tłumaczy jej wielki i już od pierwszych dni zwycięski rozwój, którego przejawem był imponujący strajk robotników petersburskich fabryk tkackich w roku 1896.
Lecz pierwsze zwycięstwa zbiły z tropu niektórych słabych ludzi i przyprawiły ich o zawrót głowy. Jak niegdyś socjaliści utopijni zwracali uwagę tylko na cel ostateczny i olśnieni nim nie dostrzegali wcale lub przeczyli istnieniu rzeczywistego ruchu robotniczego, który rozwijał się tuż przed ich oczyma, tak pewni socjaldemokraci rosyjscy, przeciwnie, całą swą uwagę poświęcali jedynie żywiołowemu ruchowi robotniczemu, jego powszednim potrzebom. Uświadomienie klasowe robotników rosyjskich było wówczas (pięć lat temu) bardzo słabe. Robotnik rosyjski zaczynał dopiero budzić się z wiekowego snu i oczy jego, nawykłe do ciemności, nie dostrzegały, rzecz jasna, wszystkiego, co działo się w świecie, który odsłonił się przed nim po raz pierwszy. Nie miał on wielkich potrzeb, żądania jego nie były wygórowane. Robotnik rosyjski nie posuwał się jeszcze poza żądanie nieznacznej podwyżki płacy roboczej lub skrócenia dnia roboczego. O konieczności zmiany istniejącego ustroju, zniesienia własności prywatnej, zorganizowania ustroju socjalistycznego o tym wszystkim rosyjskie masy robotnicze nie miały żadnego pojęcia. Także o zniesieniu tej niewoli, w której wegetuje cały lud rosyjski pod rządami samowładztwa, o wolności ludu, o jego udziale w rządzeniu państwem ledwie ważyły się myśleć. I oto w tym czasie, gdy jedna część socjaldemokracji Rosji uważała za swój obowiązek wnieść do ruchu robotniczego swoje socjalistyczne idee, inna jej część pochłonięta całkowicie walką ekonomiczną, walką o częściową poprawę bytu robotników (na przykład o skrócenie dnia roboczego i podwyżkę płacy roboczej) gotowa była zapomnieć zupełnie o swym wielkim obowiązku, o wielkich swych ideałach.
Podobnie jak zachodnio-europejscy wyznawcy tych samych poglądów (tzw. bernsteiniści), powiadali oni: „Dla nas ruch jest wszystkim, cel ostateczny niczym”. Nie interesowało ich zupełnie, o co walczy klasa robotnicza — byleby tylko istniała sama walka. Zrodziła się tak zwana polityka groszowa. Doszło do tego, że pewnego pięknego dnia pismo petersburskie „Raboczaja Mysl” oświadczyło:

Nasz program polityczny — to 10-godzinny dzień roboczy, przywrócenie świąt skasowanych przez ustawę z 2 czerwca (!!! ) *.


*  Trzeba zaznaczyć, że ostatnio petersburski „Związek Walki” i redakcja jego pisma wyrzekły się swojego poprzedniego, wyłącznie ekonomicznego kierunku i starają się wnieść do swej działalności idee walki politycznej.


Zamiast kierować ruchem żywiołowym, wpoić ideały socjaldemokratyczne masom i skierować je ku naszemu celowi ostatecznemu, ta część socjaldemokratów rosyjskich przekształciła się w ślepe narzędzie samego ruchu; szła ślepo za nie dość rozwiniętą częścią robotników i ograniczała się do formułowania tych potrzeb, tych wymagań, z których w danej chwili zdawały sobie sprawę masy robotnicze. Słowem, stała w miejscu i pukała do otwartych drzwi nie mając odwagi wejść do wnętrza domu. Okazała się niezdolna do wyjaśnienia masom robotniczym celu ostatecznego — którym jest socjalizm, albo przynajmniej celu najbliższego — którym jest obalenie samowładztwa; a co jeszcze smutniejsze, uważała to wszystko za rzecz niepotrzebną, a nawet szkodliwą. Traktowała robotnika rosyjskiego jak dziecko i bała się przestraszyć go tak śmiałymi ideami. A nawet niezależnie od tego, zdaniem pewnej części socjaldemokracji, do osiągnięcia socjalizmu nie jest potrzebna żadna walka rewolucyjna: konieczna jest tylko walka ekonomiczna — strajki i związki zawodowe, stowarzyszenia spożywcze i wytwórcze — i oto socjalizm gotów. Uważała za błędną teorię dawnej międzynarodowej socjaldemokracji, dowodzącej, że dopóki władza polityczna nie przejdzie w ręce proletariatu (dyktatura proletariatu), niemożliwa jest zmiana istniejącego ustroju, niemożliwe jest całkowite wyzwolenie robotników. Jej zdaniem socjalizm sam przez się nie reprezentuje nic nowego i właściwie nie różni się od istniejącego ustroju kapitalistycznego: socjalizm da się łatwo zmieścić także w ramach istniejącego ustroju i każdy związek zawodowy, a nawet sklepik spółdzielczy czy stowarzyszenie wytwórcze już jest „częścią socjalizmu”, jak powiadali. I za pomocą takiego to niedorzecznego łatania starego odzienia zamierzali uszyć nową odzież dla cierpiącej ludzkości! Ale najsmutniejsza i sama przez się niezrozumiała jest dla rewolucjonistów okoliczność, że owa część socjaldemokratów rosyjskich tak szeroko rozbudowała doktrynę swych zachodnio-europejskich mistrzów (Bernstein i Ska), że bezwstydnie oświadcza: wolność polityczna (wolność strajków, stowarzyszeń, słowa itd. ) daje się pogodzić z caratem i dlatego specjalna walka polityczna, walka o obalenie samowładztwa jest zupełnie zbyteczna, albowiem dla osiągnięcia celu wystarczy, jak się okazuje, samej walki ekonomicznej, wystarczy, by strajki odbywały się częściej, wbrew zakazowi władzy, a wtedy władza zmęczy się karaniem strajkujących i wolność strajków i zgromadzeń nastanie sama przez się.

W ten sposób ci rzekomi „socjaldemokraci” dowodzili, że robotnik rosyjski powinien wszystkie swoje siły i energię poświęcić jedynie walce ekonomicznej i nie powinien podążać za rozmaitymi „szerokimi ideałami”. W praktyce ich działanie wyrażało się w tym, że uważali za swój obowiązek jedynie pracę lokalną w tym czy innym mieście. Sprawa zorganizowania socjaldemokratycznej robotniczej partii Rosji nie interesowała ich wcale, przeciwnie, uważali organizowanie partii za śmieszną i pocieszną zabawę przeszkadzającą w wykonaniu ich bezpośredniego „obowiązku” — w walce ekonomicznej. Strajk i jeszcze raz strajk oraz zbiórka kopiejek do kas strajkowych — oto alfa i omega ich działalności.
Wyda się wam z pewnością, że jeżeli ludzie ci tak dalece zwęzili zakres swych zadań, jeżeli wyrzekli się socjaldemokratyzmu, to jako wielbiciele „ruchu żywiołowego” zrobią wiele dla tego przynajmniej ruchu. Ale i pod tym względem zawiedliśmy się. Przekonuje nas 0 tym historia ruchu na terenie Petersburga. Wspaniały jego rozwój i śmiały marsz naprzód w pierwszym okresie, w latach 1895—1897, przekształcił się następnie w błądzenie po omacku, aż w końcu ruch utknął w miejscu. Nic w tym dziwnego: wszystkie wysiłki „ekonomistów” zmierzające do stworzenia trwałej organizacji walki ekonomicznej natrafiały stale na twardy mur władzy i zawsze się o ten mur rozbijały. Straszliwe warunki policyjne niweczyły wszelką możliwość istnienia jakichkolwiek organizacji ekonomicznych. Strajki również nie przynosiły korzyści, ponieważ na każde 100 strajków 99 dławiono w kleszczach policyjnych, robotników wyrzucano niemiłosiernie z Petersburga, a ich rewolucyjną energię wysysały bezlitośnie mury więzienne i syberyjskie mrozy. Jesteśmy głęboko przekonani, że za to zahamowanie (oczywiście względne) ruchu ponoszą winę nie tylko warunki zewnętrzne, policyjne; niemniejszą winę ponosi tu zahamowanie rozwoju samych idei, świadomości klasowej, a co za tym idzie — osłabienie energii rewolucyjnej robotników.
Wobec tego, że równolegle z rozwojem ruchu robotnicy nie mogli szeroko pojąć szczytnych celów i treści walki, gdyż sztandar, pod którym wypadło walczyć robotnikowi rosyjskiemu, pozostał starą, wypłowiałą płachtą z wypisaną na niej groszową dewizą walki ekonomicznej — musieli robotnicy wnosić do tej walki mniej energii, mniej zapału, mniej dążeń rewolucyjnych, albowiem jedynie w walce o wielkie cele rodzi się wielka energia.
Ale niebezpieczeństwo grożące wskutek tego ruchowi byłoby większe, gdyby warunki naszego życia nie pchały robotników rosyjskich z każdym dniem bardziej uporczywie do bezpośredniej walki politycznej. Nawet zwykły niewielki strajk z nieodpartą siłą stawiał przed robotnikami zagadnienie naszego wyzucia z praw politycznych, zderzał ich z władzą i z siłą zbrojną i przekonywał naocznie, że walka wyłącznie ekonomiczna nie wystarczy. Toteż wbrew życzeniu wspomnianych „socjaldemokratów” walka z dniem każdym przybierała charakter coraz wyraźniej polityczny. Każda podejmowana przez przebudzonych robotników próba jawnego wyrażenia niezadowolenia z istniejących stosunków ekonomicznych i politycznych, pod których uciskiem jęczy dziś robotnik rosyjski, każda próba wyzwolenia się spod ucisku pchała robotników do takich manifestacji, w których zabarwienie walki ekonomicznej zacierało się coraz bardziej. Obchody pierwszomajowe w Rosji utorowały drogę do walki politycznej i demonstracji politycznych. Toteż robotnik rosyjski do jedynego dawniej środka swej walki — strajku — dodał nowy potężny środek: demonstrację polityczną wypróbowaną po raz pierwszy podczas olbrzymiej pierwszomajowej manifestacji charkowskiej w r. 1900.
W ten sposób rosyjski ruch robotniczy dzięki swemu rozwojowi wewnętrznemu od propagandy na terenie kółek i walki ekonomicznej za pomocą strajków przechodził na drogę walki i agitacji politycznej.
Tempo tego przechodzenia stało się znacznie szybsze, gdy klasa robotnicza ujrzała na arenie walki elementy innych klas społecznych Rosji kroczących ze stanowczym postanowieniem zdobycia wolności politycznej.



Pod jarzmem reżimu carskiego jęczy nie tylko klasa robotnicza. Ciężka łapa samowładztwa dławi również inne klasy społeczne. Jęczy pod tym jarzmem puchnące od ciągłego głodowania chłopstwo rosyjskie, doprowadzone do ostatecznej nędzy nadmiernym ciężarem podatków, wydane na pastwę handlarzy-burżujów i „szlachetnie urodzonych” obszarników. Jęczy biedny lud miejski, niżsi funkcjonariusze instytucji państwowych i prywatnych, niżsi urzędnicy — w ogóle ta liczna rzesza ubogiej ludności w miastach, której byt jest tak samo niezabezpieczony jak byt klasy robotniczej i która ma powody do niezadowolenia ze swojej sytuacji społecznej. Jęczy pod jarzmem część drobnej, a nawet średniej burżuazji, która nie może pogodzić się z carskim knutem i nahajką, zwłaszcza zaś wykształcona część burżuazji, tak zwani przedstawiciele wolnych zawodów (nauczyciele, lekarze, adwokaci, studenci i w ogóle ucząca się młodzież). Jęczą pod jarzmem uciśnione w Rosji narody i wyznania, między innymi Polacy, których wypędza się z własnej ojczyzny, których najświętsze uczucia się znieważa, Finowie, których historycznie nabyte prawa i wolności zdeptało brutalnie samowładztwo. Jęczą znieważani ustawicznie i prześladowani dowani Żydzi, pozbawieni nawet tych nędznych praw, jakie przysługują innym poddanym rosyjskim — prawa do zamieszkiwania w dowolnym miejscu, do uczenia się w szkołach, do zatrudnienia w urzędach itd. Jęczą Gruzini, Ormianie i inne narody, pozbawione prawa posiadania własnych szkół, pracy w instytucjach państwowych, zmuszone do ulegania tej haniebnej i uciskającej polityce rusyfikacji, którą z takim zapałem uprawia samowładztwo. Jęczy wiele milionów rosyjskich sekciarzy, którzy chcą wierzyć i wyznawać swą wiarę tak, jak im to dyktuje sumienie, a nie tak, jak sobie tego życzą prawosławni popi. Jęczą… ale niesposób wyliczyć wszystkich, których gnębi, których prześladuje samowładztwo rosyjskie. Jest ich tak wielu, że gdyby zrozumieli to sami i gdyby zrozumieli, kto jest ich wspólnym wrogiem, to rosyjska władza despotyczna nie przetrwałaby ani jednego dnia. Niestety, chłopstwo rosyjskie, jeszcze zahukane wskutek wielowiekowej niewoli, nędzy i ciemnoty, dopiero się budzi i jeszcze nie zrozumiało, kto jest jego wrogiem. Uciśnione narody Rosji nie mogą nawet marzyć o wyzwoleniu się o własnych siłach, dopóki mają przeciw sobie nie tylko rząd rosyjski, ale nawet rosyjski lud, który nie uświadomił sobie jeszcze, że samowładztwo jest jego i ich wspólnym wrogiem. Pozostaje klasa robotnicza, ubogie warstwy ludności miejskiej i wykształcona część burżuazji.
Ale burżuazja wszystkich krajów i narodów doskonale umie przywłaszczać sobie owoce cudzych zwycięstw, doskonale umie wydobywać kasztany z ognia cudzymi rękami. Nie ma ona nigdy ochoty do ryzykowania swojego stosunkowo uprzywilejowanego stanowiska w walce z silnym wrogiem — w walce, którą wygrać nie jest jeszcze na razie tak łatwo. Jest, co prawda, z panujących stosunków niezadowolona, ale powodzi je] się koniec końców nieźle, toteż z przyjemnością odstępuje klasie robotniczej i w ogóle prostemu ludowi prawo do podstawiania grzbietu pod nahajki kozackie, żołnierskie kule, prawo do walki na barykadach itd. Sama „sympatyzuje” z toczącą się walką i w najlepszym wypadku „oburza się” (w duchu) na okrucieństwo, z jakim rozbestwiony wróg tłumi ruch ludowy. Lęka się ona działań rewolucyjnych i dopiero w ostatnich chwilach walki, gdy wyraźnie dostrzega bezsilność wroga, ima się środków rewolucyjnych. Uczy nas tego doświadczenie historyczne… Tylko klasa robotnicza i w ogóle lud, który w walce nie ma do stracenia nic prócz kajdan, stanowi rzeczywistą siłę rewolucyjną. Doświadczenie Rosji, mimo że tak jeszcze ubogie, również potwierdza tę starą prawdę, której uczy nas historia wszystkich ruchów rewolucyjnych.
Spośród przedstawicieli stanów uprzywilejowanych jedynie część młodzieży akademickiej wykazała stanowczą wolę toczenia do końca walki o swe żądania. Nie powinniśmy jednak zapominać, że i ta część młodzieży akademickiej składa się z synów tych właśnie uciśnionych obywateli, przy czym studenci, jako ucząca się młodzież, jak długo nie wypłynęli jeszcze na głębokie wody życia i nie zajęli w nim określonego stanowiska społecznego, bardziej niż ktokolwiek inny skłonni są do idealnych dążeń porywających ich dc walki o wolność.
Tak czy inaczej, w chwili obecnej młodzież akademicka występuje w ruchu ogarniającym „warstwy wykształcone” nieomal jako przywódca, jako oddział czołowy. Wokół niej grupują się dziś niezadowolone odłamy rozmaitych klas społecznych. Początkowo studenci próbowali walczyć za pomocą przejętego od robotników środka — strajków. Ale gdy rząd odpowiedział na ich strajki bestialską ustawą („Przepisy tymczasowe”), na mocy której strajkujących studentów brano w rekruty, pozostał młodzieży akademickiej jeden tylko sposób walki — żądać pomocy od społeczeństwa rosyjskiego i przejść od strajków do demonstracji ulicznych. Tak też właśnie postąpili studenci. Nie złożyli broni, lecz przeciwnie, zaczęli walczyć jeszcze mężniej i bardziej zdecydowanie. Wokół nich skupili się uciskani obywatele, wyciągnęła ku nim pomocną dłoń klasa robotnicza; ruch stał się potęgą groźną dla władzy. Już od dwóch lat toczy rząd rosyjski przy pomocy swych licznych wojsk, policji i żandarmerii zaciętą, lecz bezskuteczną walkę z nieposłusznymi obywatelami.
Wydarzenia ostatnich dni dowodzą, że porażka demonstracji politycznych jest niemożliwa. Wypadki, jakie w pierwszych dniach grudnia miały miejsce w Charkowie, Moskwie, w Niżnim Nowogrodzie, Rydze itd., świadczą, że w chwili obecnej niezadowolenie społeczne uzyskuje już wyraz świadomy i że niezadowolone społeczeństwo gotowe jest przejść od milczącego protestu do czynów rewolucyjnych. Ale żądania wysunięte przez studentów — żądania wolności nauki, wolności wewnętrznego życia uniwersyteckiego — są zbyt ograniczone dla szerokiego ruchu społecznego. Do zjednoczenia wszystkich uczestników tego ruchu niezbędny jest sztandar — sztandar bliski i zrozumiały dla wszystkich, jednoczący wszystkie żądania. Takim sztandarem jest sztandar obalenia samowładztwa. Jedynie na gruzach samowładztwa zbudować można ustrój społeczny opierający się na udziale ludu w rządzeniu państwem, zapewniający wolność i nauki, i strajków, i słowa, i religii, i narodów, itd., itd. Tylko taki ustrój zapewni ludowi środki obrony przed wszelkimi ciemięzcami — przed handlarzami i kapitalistami, przed duchowieństwem i szlachtą; tylko taki ustrój otworzy drogę ku lepszej przyszłości, ku swobodnej walce o wprowadzenie ustroju socjalistycznego.
Oczywiście młodzież akademicka nie zdoła stoczyć tej olbrzymiej walki o własnych siłach; jej słabe dłonie nie zdołają utrzymać tego ciężkiego sztandaru. Do utrzymania go potrzebne są dłonie silniejsze, a w warunkach dzisiejszych taką siłą jest jedynie zjednoczona siła ludu roboczego. Toteż klasa robotnicza winna przejąć ze słabych rąk młodzieży akademickiej sztandar całej Rosji i wypisawszy na nim: „Precz z samowładztwem! Niech żyje konstytucja demokratyczna!” poprowadzić naród rosyjski do wolności. Studentom zaś powinniśmy być wdzięczni za lekcję, jakiej nam udzielili: dowiedli nam, jak wielkie znaczenie ma w walce rewolucyjnej demonstracja polityczna.
Znaczenie demonstracji ulicznej polega na tym, że szybko wciąga ona do ruchu wielką masę ludności, od razu zaznajamia ją z naszymi żądaniami i stwarza ów podatny, rozległy grunt, na którym śmiało możemy siać ziarna idei socjalistycznych i wolności politycznej. Demonstracja uliczna rodzi agitację uliczną, której wpływowi nie może się oprzeć zacofana i potulna część społeczeństwa*.


* Nielegalna książka, ulotka agitacyjna z ogromną trudnością dociera w obecnych warunkach rosyjskich do rąk każdego mieszkańca Rosji. Choć plon pracy nad rozpowszechnieniem nielegalnej literatury jest duży, to jednak w większości wypadków ogarnia ono mniejszą część ludności.


Wystarczy człowiekowi wyjść podczas demonstracji na ulicę, by ujrzeć mężnych bojowników, zrozumieć, o co walczą, usłyszeć wolne słowo wzywające do walki wszystkich, pieśń bojową piętnującą obecny ustrój, odsłaniającą nasze plagi społeczne. Właśnie dlatego władza niczego się tak nie boi jak demonstracji ulicznych. Oto dlaczego grozi surowymi karami nie tylko demonstrantom, ale też „ciekawskim”. W tej ciekawości ludu kryje się największe niebezpieczeństwo dla władzy: dzisiejszy „ciekawski” jutro jako uczestnik demonstracji zgromadzi wokół siebie nowe grupy „ciekawskich”. Takich zaś „ciekawskich” naliczyć dziś można w każdym większym mieście dziesiątki tysięcy. Dziś człowiek w Rosji nie chowa się już, jak dawniej, na wieść, że gdzieś zakłócony został spokój publiczny („jeszcze by się, uchowaj boże, przyczepili i do mnie, lepiej się usunąć” — mawiał dawniej), dziś śpieszy na miejsce tego zakłócenia i rozpytuje, z jakiego powodu to zakłócenie wynikło, o co tylu ludzi nadstawia grzbiet pod kozackie nahajki.
W tych warunkach „ciekawscy” przestają obojętnie słuchać świstu nahajek i szabel. „Ciekawscy” widzą, że demonstranci zgromadzili się na ulicy po to, aby dać wyraz swoim pragnieniom i żądaniom, władza zaś odpowiada im biciem i bestialskim tłumieniem ruchu. „Ciekawski” nie ucieka już przed świstem nahajek, lecz przeciwnie, podchodzi bliżej, tak że nahajka nie może się już zorientować, gdzie kończy się zwykły „ciekawski”, a zaczyna się „buntownik”. Przestrzegając więc „całkowitej równości demokratycznej”, nie zważając na różnice płci, wieku, ba, nawet stanu, nahajka hula teraz po grzbietach i tych, i tamtych. Wyświadcza nam w ten sposób znaczną usługę przyśpieszając proces rewolucjonizowania się „ciekawskich”. Z narzędzia uspokojenia nahajka staje się narzędziem przebudzenia.
Dlatego więc — chociażby nawet demonstracje uliczne nie dawały nam wyników bezpośrednich, chociażby nawet siły demonstrantów były dziś zbyt szczupłe jeszcze na to, by przy ich pomocy można było zmusić władzę do natychmiastowych ustępstw wobec żądań ludu — ofiary ponoszone przez nas dzisiaj w demonstracjach ulicznych zostaną nam stokrotnie wynagrodzone. Na miejsce każdego bojownika poległego w walce łub wyrwanego z naszych szeregów stają do walki setki nowych bojowników. Na razie nieraz jeszcze poniesiemy klęskę na ulicy, nieraz jeszcze zwycięzcą w walkach ulicznych będzie rząd. Ale będzie to „zwycięstwo pyrrhusowe”. Jeszcze kilka takich zwycięstw — a klęska absolutyzmu stanie się nieunikniona. Dzisiejszym zwycięstwem gotuje on sobie klęskę. My zaś, mocno przekonani, że dzień ten nastąpi, że jest już niedaleki, idziemy pod razy nahajek po to, by siać ziarna agitacji politycznej i socjalizmu.
Władza jest nie mniej od nas przekonana, że agitacja uliczna — to wyrok śmierci na nią, że upłyną jeszcze 2—3 lata, a stanie przed nią widmo ludowej rewolucji. Przez usta gubernatora jekaterynosławskiego oświadczył rząd w tych dniach, że „nie zawaha się przed zastosowaniem najostrzejszych nawet środków udaremnienia jakichkolwiek prób demonstracji ulicznej”. Jak widzimy, oświadczenie to pachnie kulami, a może nawet szrapnelami, my jednak uważamy, że kula to środek budzący niezadowolenie w nie mniejszym stopniu niż nahajka. Nie sądzimy, by rząd nawet przy pomocy tych „najostrzejszych środków” zdołał na długo powstrzymać agitację polityczną i zapobiec jej rozwojowi. Mamy nadzieję, że rewolucyjna socjaldemokracja potrafi przystosować swą agitację również do nowych warunków, które stworzy rząd przez zastosowanie tych „najostrzejszych środków”. W każdym razie socjaldemokracja powinna czujnie śledzić wypadki, powinna szybko wykorzystać nauki płynące z tych wypadków i umiejętnie przystosowywać swą akcję do zmieniających się warunków.
Ale do tego niezbędna jest socjaldemokracji silna i zwarta organizacja, mianowicie organizacja partyjna, która będzie zwarta nie tylko z nazwy, lecz również dzięki swym podstawowym zasadom i poglądom taktycznym. Naszym zadaniem jest praca nad stworzeniem takiej silnej partii, która uzbrojona będzie w mocne zasady i niezłomną konspirację.
Partia socjaldemokratyczna powinna wykorzystać nową poczynającą rozlewać się po kraju falę wystąpień ulicznych, powinna ująć w ręce sztandar demokracji w Rosji i poprowadzić ją ku upragnionemu przez wszystkich zwycięstwu!
A zatem otwiera się przed nami okres, w którym przeważać będzie walka polityczna. Walka taka jest dla nas nieunikniona, albowiem walka ekonomiczna (strajki) nie może w obecnych warunkach politycznych dać żadnych istotnych wyników. Nawet w wolnych państwach strajki są bronią obosieczną; nawet tam, mimo że robotnicy mają środki do walki — wolność polityczną, silne organizacje związków robotniczych, zasobne kasy — strajki kończą się często porażką robotników. U nas zaś, gdzie strajk stanowi przestępstwo karane aresztem i tłumione siłą zbrojną, gdzie zabronione są wszelkie związki robotnicze — u nas strajki nabierają znaczenia jedynie protestu. Lecz jeżeli chodzi o protest, demonstracje są bronią znacznie skuteczniejszą. W strajkach siła robotników jest rozproszona, uczestniczą w nim robotnicy jednej zaledwie albo kilku fabryk, w najlepszym wypadku — robotnicy jednego zawodu. Zorganizowanie strajku powszechnego jest rzeczą bardzo trudną nawet w Europie zachodniej, a u nas w ogóle niemożliwą — natomiast w demonstracjach ulicznych robotnicy od razu jednoczą swe siły.
Widać stąd, jak ciasny jest pogląd na sprawę tych „socjaldemokratów”, którzy chcą zasklepić ruch robotniczy w ramach walki ekonomicznej i organizacji ekonomicznych, a odstępują walkę polityczną „inteligencji”, studentom, warstwom wykształconym, wyznaczając robotnikom jedynie rolę siły pomocniczej. Historia poucza nas, że w takich warunkach robotnicy zmuszeni będą do wydobywania kasztanów z ognia wyłącznie dla burżuazji. Burżuazja z przyjemnością posługuje się zazwyczaj w walce z samowładztwem muskularnymi rękami robotników, a gdy zwycięstwo zostaje wywalczone, przywłaszcza sobie jego owoce, robotnikom zaś każe odejść z próżnymi rękoma. Jeżeli i u nas sprawa przybierze taki obrót, walka ta nic nie przyniesie robotnikom. Co do studentów i innych protestujących spośród warstw wykształconych — jest to przecież ta sama burżuazja. Wystarczy dać im nieszkodliwą zgoła, „oskubaną konstytucję” przyznającą ludowi znikome prawa, aby wszyscy ci protestujący zaśpiewali na inną nutę: poczną wychwalać „nowy” reżim. Burżuazja żyje w ciągłym strachu przed „czerwonym widmem” komunizmu i we wszystkich rewolucjach usiłuje zakończyć sprawę tam, gdzie ona się dopiero zaczyna.
Uzyskawszy nieznaczne dogodne dla siebie ustępstwa, z obawy przed robotnikami burżuazja wyciąga do władzy dłoń pojednania i bezwstydnie zaprzedaje sprawę wolności*.


* Rzecz jasna, nie mamy tu na myśli tej inteligencji, która już wyrzekła się swojej klasy i walczy w szeregach socjaldemokratów. Ale tacy inteligenci stanowią jedynie wyjątek, są to „białe kruki“.


Tylko klasa robotnicza jest niezawodną ostoją prawdziwej demokracji. Tylko ona nie może pójść na ugodę z samowładztwem za cenę jakiegoś tam ustępstwa i nie da się uśpić, gdy zacznie się jej słodko śpiewać przy dźwiękach lutni konstytucyjnej.
Dlatego dla sprawy demokracji w Rosji niezmiernie ważne znaczenie ma kwestia, czy klasa robotnicza potrafi stanąć na czele ogólnego ruchu demokratycznego, czy też będzie się wlokła w ogonie ruchu jako siła pomocnicza „inteligencji”, tzn. burżuazji. W pierwszym wypadku wynikiem obalenia samowładztwa będzie szeroka konstytucja demokratyczna, która nada równe prawa i robotnikowi, i zahukanemu chłopu, i kapitaliście. W wypadku drugim otrzymamy w wyniku ową „oskubaną konstytucję”, która nie mniej bezwzględnie niż absolutyzm potrafi zdeptać żądania robotników i ludowi da jedynie pozór wolności.
Lecz dla odegrania tej kierowniczej roli klasa robotnicza musi zorganizować się w samodzielną partię polityczną. Wtedy nie straszna jej będzie w walce z absolutyzmem żadna zdrada i wiarołomstwo ze strony jej tymczasowego sprzymierzeńca — „warstw wykształconych”. Z chwilą, gdy te „warstwy wykształcone” zdradzą sprawę demokracji, klasa robotnicza sama, o własnych siłach poprowadzi sprawę dalej — samodzielna partia polityczna da jej niezbędną do tego siłę.

LEAVE A COMMENT