O wynaradawianiu (Z powodu dziesięciolecia rządów jen.-gub. Hurki) – Róża Luksemburg

7 czerwca święcił dziesięciolecie swej „pożytecznej działalności” nasz jenerał-gubernator Hurko. Rosyjskie rządowe gazety wyliczały z tej okazji różne cnoty i zasługi wielkiego męża na b. Zamku Królewskim względem „ojczyzny i cara”. Nie możemy i my przemilczeć tej ważnej chwili, bo „wielki mąż” i względem nas, polskich robotników, wielkie położył zasługi.

Komuż to zawdzięczamy, że we własnym kraju na każdym prawie kroku musimy się obcym językiem posługiwać? Mamy sprawę w sądzie – wszystko się odbywa po rosyjsku. Trzeba się meldować lub paszport wyrobić – w urzędach panuje Rosja. Posyłamy dziecko do szkółki – objaśniają mu obcymi słowami, tak że nic nie rozumie. Na kolejach, w warsztatach kolejowych zaczynają po rosyjsku mówić, rosyjskie kartki wydawać. A choć my, robotnicy, ani z wyższej nauki, ani z gazet pańskich żadnej pociechy nie mamy, zawsze i nas to obchodzi, że oświata w kraju cierpi, że gazety na prowincji zamykają, że naszych uczonych z uniwersytetów wypędzają, a nasyłają głupią hołotę. Tak wielkie ma pan Hurko wobec nas zasługi. Cześć mu za to i chwała!

Ale nie trzeba mu robić zbyt wielkiego zaszczytu – nie on to wymyślił tę całą politykę wynaradawiania i nie on ją pierwszy w czyn wprowadził. Pamięta nasz kraj i Litwa jeszcze szlachetniejszych jego poprzedników – Murawiewa-Wieszatiela i innych. Od dawna już widzimy coraz bardziej ruszczenie i duszenie naszego kraju i nasz pan gubernator ma tylko ten zaszczyt, że jest najlepszym, najgorliwszym sługusem cara w tych jego zamiarach i chęciach.

Skąd carski rząd ma takie zamiary, czego chce tym dopiąć? – Oto widzimy, że tak samo albo jeszcze i gorzej ruszczy gwałtem Niemców w Rydze, w Dyneburgu, w Dorpacie, Finlandczyków, wreszcie wszystkie ludy, które są mu podwładne. Wszędzie chce wprowadzić jeden język, jednakowe urzędy, jedne obyczaje, a nawet, jeśliby mógł, jedną religię – prawosławną. Zamienić wszystkie sto milionów podwładnych sobie w jedno wielkie stado, które by się kupy trzymało i drżało przed carskim knutem – oto ideał naszego rządu, oto do czego on dąży i dlaczego ruszczy wszystkie kraje. Kiedy w państwie są różne ludy, różne języki, różne obyczaje, a rząd się trzyma tylko knutem, to łatwo się ono rozsypać może. Kiedy wszystkim źle – każdy chce uciekać i ciągnie w inną stronę. Ale związać wszystkie ludy i kraje ze sobą, żeby się nie mogły rozpadać i tworzyły jedną całość pod jednym batem – do tego zawsze dążą takie rządy i nie tylko nasz, ale tak samo czyni niemiecki, austriacki, węgierski i inne.

I wszystkie te rządy zawsze tak politykują: zjednać sobie wszędzie bogatych i dusić razem z nimi biednych – to najlepszy sposób przywiązywania do siebie kraju. Tak też nasz rząd postępuje.

Ruszcząc wszystkie ziemie, jak może, jednocześnie proteguje wszędzie panów – szlachtę, fabrykantów, kupców, bankierów – przeciw ludowi roboczemu. Pomagał on im gorliwie zakładać fabryki w naszym kraju, nie szczędził milionów na to z ludowych podatków, aby im dać możność wzbogacać się i dzielić się z nimi potem łupem wyduszonym na robotnikach. Pozakładał im koleje do Rosji, żeby na rosyjskich rynkach swoje towary sprzedawali. Urządził im wszelkie banki, towarzystwa, giełdy i choć wprowadza tam, gdzie może, swój język, ale burżuazja, gotowa ustąpić i patriotyzm, i wszystkie ideały dla miłego grosza, jeszcze się schyli i w rękę pocałuje. A kiedy nasz robotnik dobija się trochę lepszego życia od swego wyzyskiwacza, polski fabrykant tak samo pokornie poprosi o kozaków i żandarmów na swoich polskich „braci”, jak niemiecki Scheibler albo Geyer.

Tak to jest wszystko ślicznie na świecie. Rząd chce panować i zdzierać podatki. Dlatego jedną ręką ruszczy i dusi wszystko, co żyje, a drugą głaszcze wszędzie wyzyskiwaczy, aby się nie buntowali przeciw jego władzy i dzielili z nim zyskami, które z ludu wydusili. Panowie bogaci chcą żyć dobrze na cudzy koszt, nic nie robiąc, więc znoszą pokornie rządowy despotyzm i ruszczenie, aby rząd im za to pomagał wzbogacać się, na rosyjskich rynkach protegował ich – i dusił robotników.

Ale jak to powiadają: chłop strzela, Pan Bóg kule nosi. Rząd i panowie chcą tego, a wynika z ich polityki co innego. Nie obliczyli oni wcale, że lud roboczy to nie takie stado, z którym można robić, co się podoba. Bieda zmusza robotnika wziąć się za rozum. Jak się on tylko zaczyna rozglądać, widzi, że wszyscy są przeciw niemu. Kiedy trzeba jego obdzierać ze skóry, polski pan zapomina o swej polskości i trzyma się pokornie rosyjskiej klamki. Kiedy trzeba jego zdusić i ogłupić, rząd rosyjski zapomina o swej nienawiści do Polaków i przygarnia polskiego pana do serca, tak jak swych rosyjskich kochanych synków tego samego gatunku.

Widzi więc polski robotnik, że i wyzysk kapitalisty, i ucisk polityczny, i wynaradawianie – wszystko to jest jedno i to samo panowanie nad nim w różnych formach, a do jednego celu. I walka z jedną formą prowadzi do walki z innymi formami. Dobijając się lepszego życia, wyższej płacy, krótszego dnia roboczego i dążąc do zniesienia wszelkiego wyzysku, nie możemy pominąć walki o rząd wybieralny, o swobodę polityczną. A dobijając się swobody politycznej dla swoich spraw robotniczych tym samym walczyć będziemy z wynaradawianiem, ponieważ konieczne jest zdobyć taki rząd, który by nam zostawił największą swobodę organizowania się i porozumiewania ze sobą w naszym języku, samym urzędników swoich własnych wybierać. Jeszcze jest jeden skutek polityki rządowej, który zupełnie dla panów Hurków jest nieoczekiwany. Podczas kiedy oni protegują kapitalistów polskich i dla wynaradawiania łączą ich swoją protekcją z rosyjskimi jak jedno grono dzieci swoich, uciskany robotnik polski połączy się z uciskanym robotnikiem rosyjskim, pasierby połączą się przeciw srogiemu ojczymowi. Robotnik rosyjski, który ani potrzebuje, ani chce wynaradawiania i duszenia innych, bo musi, tak jak i my, do swobody dążyć, poda nam rękę na lepszą sprawę niż ta, dla której sobie moskiewscy fabrykanci z łódzkimi dłoń podają. Poda nam on rękę dla wspólnej walki przeciw wszelkiemu uciskowi – kapitalistów i rządu.

Tak to robotniku nas, jak i wszędzie, jest jedynym obrońcą swobody wszelkiej – ekonomicznej, politycznej, narodowościowej, bo tylko on jeden nie pragnie nad nikim innym panować i chce pozbyć się sam swoich panów.

Pan Hurko, kiedy ze swego zamku na Zjeździe telegrafował w maju 1892 r. do Łodzi: „Nie żałować patronów”, ani myślał, że właśnie ci, do których strzelać kazał, zniszczą kiedyś całą jego gorliwą „działalność” i jego godnych poprzedników oraz jego zacnych następców.


Tekst pochodzi z Centrum Badań i Studiów Marksistowskich

Comments are closed.